Z innej bajki
Najbardziej wyczekiwanym pokazem podczas tygodnia mody haute
couture jest zawsze show
Chanel. Dosłownie show, bo Karl Lagerfeld poza prezentacją
spektakularnej kolekcji (w tym
sezonie były to aż 64 looki) zazwyczaj raczy swoich gości jeszcze
bardziej widowiskowa scenografią.
I tym razem nie zawiódł - centralnym punktem tegorocznego
pokazu była kopia wieży Eiffla ustawiona pośrodku paryskiego muzeum Grand
Palais. Jej szczyt tuż pod szklanym dachem spowijała sztuczna mgła. Na wybiegu dominowały
eleganckie, bogato zdobione fasony w stylu wczesnych lat 80. Modelki miały
pasujące do ubrania kapelusze do złudzenia przypominające ten, który niegdyś nosiła
Gabrielle Chanel. Kryształowe aplikacje, cekiny i pióra pokrywały prawie każdy żakiet,
bolero, rozkloszowaną spódnice czy sukienkę bustier (bez ramion).
Ten pokaz był szczególnie istotny dla Karla Lagertelda. Za
raz po tym, jak modelki zeszły z wybiegu, burmistrz Paryża Anne Hidalgo uhonorowała
go jednym z najważniejszych francuskich odznaczeń - La Médaille Grand Vermeile
de la Ville. Podczas jej przemówienia nawet taki cynik jak Karl uronił łezkę.
Myli się jednak ten, kto myśli, że haute couture to wyłącznie
ekstrawaganckie kreacje. To tylko połowa prawdy. Faktycznie sś domy mody, które
traktują haute couture wieczorowe, np. Eiie Saab, Jean Paul Gaultier czy
Giorgio Armani. W ich kolekcjach przewodnim motywem były stroje inspirowane
tradycyjnymi tureckimi i bałkańskimi szatami. Stąd na wybiegach pojawiły się długie
tuniki W sułtańskim stylu, sukienki z orientalnymi haftami, bogato zdobione
żakiety i szmizjerki.
Modelki nosiły nawet fezy, czyli charakterystyczne arabskie
czapki w kształcie ściętego stożka. Zupełnie inaczej wyglądało to u Diora czy
Valentino. Tam królował minimalizm/ Maria Grazia Chiuri w swojej kolekcji dla
Diora czerpał natchnienie z ubrań tworzonych przez mistrza na początku lat 50. Dlatego
na wybiegu modelki paradowały w delikatnie mówiąc - powściągliwych czarnych żakietach i długich, zgrzebnych spódnicach. Użyte w kolekcji ciężkie
tkaniny inspirowane męską garderobą to dalszy ciąg jej feministycznego
manifestu. Z kolei Pierpaolo Piccioli u Valentino wzorował się na dość
skromnych renesansowych szatach kościelnych Awangardowe haute couture jest zaś
lansowane przez tworzącego dla Margieli Johna Galliano i u Viktora & Rolfa.
Tam te ekskluzywne kolekcje mają wymiar stricte artystyczny.
Można śmiało powiedzieć, ze moda na haute couture trwa. A
pomyśleć, że jeszcze 10 lat temu zaledwie kilka marek prezentowało wysokie
krawiectwo. Dziś robią to aż 23 domy mody, a ich liczebność wciąż rośnie. Niedawno
działy haute couture otworzyły Fendi, Maison Margiela, Alexandre Vauthier. Skąd
ten boom?
W czasach, gdy wszystko jest w zasięgu ręki, rośnie popyt na
rzeczy trudno osiągalne, personalizowane, dostępne w Jednym egzemplarzu. I na
tym polega snobizm.
Źródło: Marcin Świderek, Z innej bajki, Elle, styczeń 2018, s.54-58.
Komentarze
Prześlij komentarz